Właśnie przez prawie godzinę szukałem karty kredytowej, o której byłem przekonany, że dopiero co wyjąłem ją z plecaka i po prostu gdzieś położyłem. Po przetrząśnięciu całej okolicy zdarzenia, zdesperowany spróbowałem sobie przypomnieć moment, gdy ją trzymałem i nie. W końcu zadałem sobie pytanie "a niby skąd ta karta miałaby się wziąć w tym plecaku" no i doszedłem do wniosku, że ta karta powinna od tygodnia znajdować się w innym plecaku i jak powinna tak się znajdowała.
Do bycia roztrzepanym geniuszem brakuje mi tylko ponadprzeciętnej zdolności w jakiejś dziedzinie.
bla
piątek, 13 września 2013
wtorek, 10 września 2013
Na kilka miesięcy przed 30 urodzinami
Zaatakował mnie dziś demotywator z hasłem "Nie trać czasu na zatrzymanie kogoś, kogo nie obchodzi, że Cię traci". Brzmi słusznie i choć bardzo bym chciał to nie potrafię znaleźć jakiegoś błędu, choćby cienia wątpliwości co do tej słuszności. Niestety wygląda na to, że żyję w świecie, gdzie ta zasada obowiązuje, a taki świat nie jest dla mnie dobrym miejscem, bo nie ma nim ludzi, których by jakoś specjalnie obeszło, gdyby mnie stracili.
Było trochę ludzi mnie lubili, dopóki byłem w pobliżu, ale zawsze czułem, że to ja muszę zadbać o to, żeby być w pobliżu, co niespecjalnie mi wychodzi. Prędzej czy później przestawałem być w pobliżu ich to nie obeszło, a ja nie po prostu nie potrafię ot tak sobie wrócić.
W sumie to co chcę powiedzieć, że każda znajomość to dla próba zatrzymania kogoś, kogo nie obejdzie, że mnie straci, czyli w świecie w którym obowiązuje hasło z tego demotywatora, każda znajomość to dla mnie strata czasu. Niby i tak nie mam w tej chwili "aktywnych" znajomych, ani nie potrafię nowych znajomości nawiązać, więc "hura" nie tracę czasu, ale co mi po tym czasie? Przede mną kilkadziesiąt lat samotności i nawet nie mam pomysłu jak ten czas wykorzystać, bo brak mi pasji i zdolności, aby dokonać czegoś wartego tego czasu.
Pozostaje mi tylko konsumpcja, która niestety nie dostarcza mi takiej satysfakcji jak innym. Nie kręcą mnie dobre materialne, na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat tylko dwa prezenty, które dostały stanowiły dla mnie jakąś wartość dodaną i nawet nie mam pomysłu co innego mogłoby mi sprawić satysfakcję. Dobra "kultury" są łatwo osiągalne za darmo, jest ich cała masa, a ja nie jestem specjalnie wybredny. A to znaczy, że nawet jako konsument ponoszę porażkę, bo ta moje konsumpcja jest ograniczona i powoduje we mnie chęci, aby zarabiać więcej.
Kiedyś lubiłem sobie dyskutować na inne tematy, ale nawet to we mnie umarło, gdy zrozumiałem, że są na świecie ludzie, który uważają, że warto było wydać Polskę na pastwę III Rzeszy w imię honoru i oni nigdy zdania nie zmienią. Śmierć kilku milionów rodaków w zamian za obronę abstrakcyjnego tworu broniene przez ludzi, którzy uważają się za "narodowców" to taki rodzaj głupoty, który mnie kiedyś, ale jakoś tym razem nie jest mi do śmiechu. Pewnie ma to coś wspólnego z tymi milionami trupów...
No i co ja mam ze sobą począć?
Było trochę ludzi mnie lubili, dopóki byłem w pobliżu, ale zawsze czułem, że to ja muszę zadbać o to, żeby być w pobliżu, co niespecjalnie mi wychodzi. Prędzej czy później przestawałem być w pobliżu ich to nie obeszło, a ja nie po prostu nie potrafię ot tak sobie wrócić.
W sumie to co chcę powiedzieć, że każda znajomość to dla próba zatrzymania kogoś, kogo nie obejdzie, że mnie straci, czyli w świecie w którym obowiązuje hasło z tego demotywatora, każda znajomość to dla mnie strata czasu. Niby i tak nie mam w tej chwili "aktywnych" znajomych, ani nie potrafię nowych znajomości nawiązać, więc "hura" nie tracę czasu, ale co mi po tym czasie? Przede mną kilkadziesiąt lat samotności i nawet nie mam pomysłu jak ten czas wykorzystać, bo brak mi pasji i zdolności, aby dokonać czegoś wartego tego czasu.
Pozostaje mi tylko konsumpcja, która niestety nie dostarcza mi takiej satysfakcji jak innym. Nie kręcą mnie dobre materialne, na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat tylko dwa prezenty, które dostały stanowiły dla mnie jakąś wartość dodaną i nawet nie mam pomysłu co innego mogłoby mi sprawić satysfakcję. Dobra "kultury" są łatwo osiągalne za darmo, jest ich cała masa, a ja nie jestem specjalnie wybredny. A to znaczy, że nawet jako konsument ponoszę porażkę, bo ta moje konsumpcja jest ograniczona i powoduje we mnie chęci, aby zarabiać więcej.
Kiedyś lubiłem sobie dyskutować na inne tematy, ale nawet to we mnie umarło, gdy zrozumiałem, że są na świecie ludzie, który uważają, że warto było wydać Polskę na pastwę III Rzeszy w imię honoru i oni nigdy zdania nie zmienią. Śmierć kilku milionów rodaków w zamian za obronę abstrakcyjnego tworu broniene przez ludzi, którzy uważają się za "narodowców" to taki rodzaj głupoty, który mnie kiedyś, ale jakoś tym razem nie jest mi do śmiechu. Pewnie ma to coś wspólnego z tymi milionami trupów...
No i co ja mam ze sobą począć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)